gwiazdą wieczoru był niemiecki zespół grający prog rocka - rpwl. panowie zasłynęli na świecie między innymi dzięki temu, że podjęli się grania całych koncertów z coverami pink floyd... z różnym efektem, który w przypadku większości utworów sprowadzał się do koszmarnego świętokradztwa. tym razem, na szczęście, zespół podjął się prezentowania własnego materiału i dobrze. koncert otworzył astronomy domine w całkiem znośnej aranżacji, następnie pojawiły się utwory pochodzące z pierwszych płyt zespołu. wszystko to było okraszone przemówieniami wokalisty, w dość irytującym germańskim wydaniu języka angielskiego. czy się podobało? było naprawdę nieźle, dużo lepiej niż w przypadku rpwl plays pink floyd, a na szczególną uwagę zasługuje gitarzysta, który po prostu pozamiatał.


![]() | ![]() |


![]() | ![]() |


![]() | ![]() |

![]() | ![]() |

![]() | ![]() |
















































zdecydowanie lepiej wchodzi mi jazz w wydaniu bardziej frywolnym, czyli w formie proponowanej przez 