20100401

rpwl

: kiedy? 20100329 : gdzie? progresja : kto? rpwl :

gwiazdą wieczoru był niemiecki zespół grający prog rocka - rpwl. panowie zasłynęli na świecie między innymi dzięki temu, że podjęli się grania całych koncertów z coverami pink floyd... z różnym efektem, który w przypadku większości utworów sprowadzał się do koszmarnego świętokradztwa. tym razem, na szczęście, zespół podjął się prezentowania własnego materiału i dobrze. koncert otworzył astronomy domine w całkiem znośnej aranżacji, następnie pojawiły się utwory pochodzące z pierwszych płyt zespołu. wszystko to było okraszone przemówieniami wokalisty, w dość irytującym germańskim wydaniu języka angielskiego. czy się podobało? było naprawdę nieźle, dużo lepiej niż w przypadku rpwl plays pink floyd, a na szczególną uwagę zasługuje gitarzysta, który po prostu pozamiatał.

20100330

in the twilight

: kiedy? 2010.03.29 : gdzie? progresja : kto? in the twilight :

wczoraj w progresji wylądowałem dość niespodziewanie, na progresywnym wieczorze obstawionym przez nasze miejscowe in the twilight, już kiedyś obecni przed moim obiektywem, oraz niemiecki rpwl. w porównaniu z zeszłorocznym występem - było lepiej, pod każdym względem. przede wszystkim wokalista zmienił stylówę i poprawił swoje umiejętności wokalne, a cały zespół brzmiał bardziej spójnie. jeśli chodzi o umiejętności, zdecydowanie na scenie najbardziej wyróżniał się gitarzysta, a kroku dzielnie dotrzymywała mu pani bassowa.

20100329

aga zaryan

: kiedy? 2010.03.23 : gdzie? palladium : kto? aga zaryan :

wtorek był dziwnym dniem, w progresji grał eric bell (ex thin lizzy), czyli twórca przeboju whiskey in the jar. któż tego kawałka nie zna? a kto go zna w oryginale, hm? na miejscu zastaliśmy kilkanaście ledwo-ciepłych osób oczekujących na ten wątpliwy koncert. sami byliśmy nie do końca przekonani, czy chcemy w tym uczestniczyć, w związku z czym postanowiliśmy postawić na wyższą kulturę i pognaliśmy na złamanie karku do palladium na koncert agi zaryan, w celu doznania odrobiny jazzu. a że zupełnie się na tej muzyce nie znam, to słowa o koncercie raczej nie napiszę... poza tym, że dawno się nie czułem takim intruzem w czasie koncertu, bo każde klapnięcie lustra burzyło kwintesencję selektywnych dźwięków płynących w kierunku mocno skoncentrowanej publiczności.
zdecydowanie lepiej wchodzi mi jazz w wydaniu bardziej frywolnym, czyli w formie proponowanej przez trifonidis free orchestra.