20090722

bornholm 2009. pierwsze górki.

no, i wylądowaliśmy bezpiecznie na bornholmie, w nexø. wszystkie rowery (i przyczepy) odliczyły się na lądzie. pierwsze wrażenie? czas płynie tutaj 20% wolniej, ludzie jakoś wolniej chodzą, samochody (jak przejeżdżają) to jakoś tak spokojniej. zaczęło być fajnie. najwsamwpierw udaliśmy się do informacji turystycznej w celu zanadobycia w drodze dostania mapek, informacji o campingach i innych ciekawostkach. następne kilkadziesiąt metrów poprowadziło nas na uliczkę z bankomatem, sklepem rowerowym, który niezwłocznie zwiedziliśmy i piekarnią - ciasta były pycha!
photo by johnny
no i czas na pierwszy zgrzyt, wszyscy się zebrali i pojechali do sklepu na zakupy, a ja i romeo zostaliśmy. była to odpowiednia chwila do złapania pierwszej gumy na wyprawie. szczęśliwym wybrańcem losu został romeo! po jakimś nie do końca określonym czasie namierzyliśmy się, wymieniliśmy uprzejmości i postanowiliśmy ruszyć w stronę campingu w okolicach paradisbakkerne. chwilę po opuszczeniu tej portowej miejscowości objawiła się pierwsza górka, która stanowiła jedynie malutki przedsmak tego, co czekało nas dalej. w sumie, to ciągle było w górę i w dół, i w górę i w dół. naprawdę nuda, szczególnie z ekwipunkiem w sakwach. pierwsze prawdziwe kryterium podjazdowe trafiło nam się tuż przed campingiem. trzeba było się solidnie napracować, żeby podjechać. campingiem był kawałek wykoszonego pola, o którym więcej napiszę w kolejnej odsłonie. w miarę szybko udało nam się zainstalować na miejscu, chociaż początkowo niektórzy (czupurek) mieli wyraźne problemy z rozstawieniem namiotu.szczęśliwie, po chwili namiot wyglądał już jak należy. a po spożyciu bardzo skromnego posiłku wyruszyliśmy w kierunku svaneke.po drodze natknąłem się na uroczego pana bulika, którego postanowiłem uwiecznić (dla hellmansa, bo jak wiadomo, każdy majonez jest miłośnikiem bulików!), przy okazji zamieniłem kilka słów z panem właścicielem, który to twierdził, że jest pierwszym właścicielem pojazdu - już ponad 30 lat.svaneke to kolejna portowa oaza na wyspie, urocza miejscowość przykryta czerwoną dachówką.w svaneke odwiedziliśmy fabrykę cukierków, miejscowy browar (chyba w życiu tak pysznego piwa nie piłem), hutę szkła (nie wiedziałem, że wyroby szklane powstają w takiej zabawowej atmosferze) oraz port i cypel, na którym stoi latarnia morska.na skałach cypla odbyła się krótka sesja zdjęciowa reklamująca nową kolekcję ubrań profesjonalnej grupy kolarskiej nocny rowerna tej samej skale uwieczniono i mnie, razem z 3kołowym nocnym pociągiem z mięsem, strasznie mi się podoba to zdjęcie. teraz już mi nikt nie powie nie weszłeś!, a dlaczego? bo jestem hardkorem!
photo by johnny
powrót na camping oczywiście obfitował w mniejsze i większe podjazdy, a jak! wieczór spędziliśmy przy ognisku. oczywiście uzupełnialiśmy braki paliwa i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. i tak upłynął nam pierwszy dzień na wyspie. jutro zapraszam na kolejny odcinek. ps. tam nie ma komarów!

6 komentarzy:

  1. Kolejny nudny wpis, który jak zawsze robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, dzięki! Nie miałam jeszcze Bulika z Bornholmu! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Helena, teraz jesteś hardkorem! W końcu masz Bulika z Bornholmu... :]

    OdpowiedzUsuń