: kiedy? 2010.02.18 : gdzie? stodoła : kto? coma :
po mocny początku, przyszedł czas na gwiazdę wieczoru.
coma bez wątpienia jest lubiana. dla mnie, to kwestia bardzo dyskusyjna, ale o tym później. najpierw o sztuce, którą zaprezentowali w czwartkowy w stołecznej
stodole. z tym, że
coma ma perfekcyjnie dopracowane show, którego nie powstydziłyby się wielkie zespoły, nie można polemizować. na scenie zainstalowany był wielki wyświetlacz, z którego w czasie całego występu sączyły się rewelacyjnie przemyślane wizualizacje. na scenie panował wręcz niespotykany ład, a w okół pojawiło się dużo dodatkowych źródeł światła. i brzmienie było bardzo w porządku. ale jednak mimo to, ciągle wewnętrznie czuję niechęć do
comy, mimo tych chwytliwych i szybko zapadających w pamięć riffów. pierwszą rzeczą, która mnie skutecznie odrzuca jest wygląd i zachowanie na scenie
roguca. nic mnie tak nie irytuje, jak tacy wylansowani goście zupełnie nie pasujący do ogólnego wymiaru zespołu. kreujący się na wielkich nie wiadomo jak emocjonalnych tekściarzy, a na scenie ocierających się o statyw mikrofonu w dość ordynarny sposób. a teksty o wrzeszczącej u sąsiada herbacie, czy o zapraszaniu dziewczyn na sok są dla mnie jakimś żartem, zupełnie bez wartości. i smutne jest to, że tłumy to kupują. masie się to podoba, bo jest łatwe, lekkie i można prężącego się na scenie pana wielbić i
koffać. chyba nigdy nie zrozumiem tego oszołomstwa, które panuje w okół tego typu zespołów na całym świecie. czemu tłum nie chce wartościowych treści, tylko zaspokaja się byle czym? chyba lepiej by było, gdyby nie nagrali kolejnych albumów po
pierwszym wyjściu, który był bardzo solidnym krążkiem, nową jakością na polskiej scenie. no cóż... moja idealistyczna wizja świata, gdzie wszystko miałoby swoje uzasadnienie się znów przejawia... ze zdjęciami jest tak sobie, oprawa sceniczna dawała piękny efekt wizualny, z punktu widzenia widza. do fotografowania łatwo nie było...








podsumowując, jeżeli tę sztukę rozpatrujemy na poziomie show - było na prawdę solidnie. mało w polsce jest zespołów, które mają taką produkcję. poza tym, niestety, pozostaje umartwianie się nad tym, że granie o herbacie u sąsiada się tak absurdalnie sprzedaje...